Czy poród już blisko? Jak przewidzieć wyźrebienie?

Temat hodowli koni jest bardzo szeroki, ale w związku z tym, że to pierwszy wpis na tym blogu postaram się go jakoś usystematyzować. Całość hodowli opiera się na sezonowości i konkretnych zakresach do wykonania w danej części roku. Oczywistym jest, że każdy hodowca może sam decydować o tym, kiedy dany zakres podejmie. Jednak równie pewnym jest przykładowo fakt, że jeśli będziemy próbować kryć klacz w środku zimy, to mamy małe szanse powodzenia. Dlatego też uważam, że powinniśmy jak najbardziej dostosowywać nasze działania do pór roku, by zwiększać swoje szanse w tej hodowlanej ruletce.
Dlatego też rozpocznę moje wpisy od tego co za chwilę nas czeka, czyli rozpoczęcia sezonu wyźrebień. Chronologia w tym żadna, bo powinnam opowiedzieć najpierw o przygotowaniu klaczy do krycia, samej stanówce czy prowadzeniu ciąży klaczy. Ale hodowca czasu nie ma na czytanie opowieści o powstaniu galaktyki, a w niej klaczy i ogiera. Źrebaki cisną się na świat już od początku roku. Najwięcej wyźrebień będzie zapewne w kwietniu i maju. Do tej pory mam nadzieję stworzyć już komplet wpisów w tym zakresie.
Chciałabym poruszyć następujące zagadnienia:
1. Objawy porodu u klaczy
2. Jak przygotować się do wyźrebienia?
3. Poród klaczy
4. Komplikacje okołoporodowe
5. Źrebię przychodzi na świat i co dalej?
6. Problemy nowo narodzonych źrebiąt
Tak więc dziś chciałabym podjąć temat objawów zwiastujących poród. Jest to zawsze ogromna bolączka wszystkich hodowców, bo nie da się go jednoznacznie zaplanować. Niejednokrotnie czekamy długie godziny, dni, a nawet tygodnie i choć wiele z objawów zaczyna występować, czy też się potęgować, to źrebaka ani widu ani słychu. Klacz spokojnie skubie dalej siano, a my zarywamy noce, pilnując każdego jej kęsu. Po jakimś czasie zaczynamy już nawet dostrzegać, kiedy mieli żuchwą w drugą, niż zazwyczaj, stronę. Albo też, że położyła się kilka minut później niż zwykle. I są to bardzo słuszne obserwacje! Jednak nie dlatego, że kierunek żucia siana ma jakieś znaczenie, a raczej ze względu na to, że zaczynamy dostrzegać schematy naszych koni. Wszystkie żyją w nich zapętlone, bo tak zostały zaprojektowane przez naturę. Jednak każdy ma swój indywidualny tryb, który prowadzi go do komfortu i poczucia bezpieczeństwa. A na tym koniom zależy najbardziej, jako zwierzętom roślinożernym czyli tym uciekającym przed drapieżnikami. Nie wszystkie schematy są dla nas oczywiste do odczytu czy zarejestrowania, ale długotrwała obserwacja obnaża wiele z nich. I to właśnie ich poznanie powie nam najwięcej o tym kiedy poród może się rozpocząć.

Zaburzone schematy
Klacz w wysokiej ciąży doskonale odczuwa ruchy płodu, a zbliżający się poród znacząco zaburza jej poczucie komfortu. Skurcze przepowiadające pojawiają się na kilka godzin przed rozpoczęciem właściwej akcji, więc niektórzy hodowcy już mogą dostrzec pewne odchylenia od normy jej funkcjonowania. Ale od razu zaznaczę, że wielu z nich nie zaobserwuje nic. Klacze to twarde sztuki, a w ich głowach nadrzędnym celem jest przetrwanie. Osobnik, który okazuje słabość w stadzie jest delegowany na pierwszy ogień do straty życia w przypadku ataku drapieżcy. Nie spotkałam się nigdy z „łaskawszym” traktowaniem klaczy wysoko źrebnych przez resztę stada, tylko ze względu na jej stan. Raczej są szybko degradowane, a ich wyższe pozycje zajmują pełniejsze wigoru konie. Dlatego też nasza klacz nie będzie chciała po sobie nic pokazać tak długo jak da radę. Jednak im bliżej godziny zero, tym trudniej będzie ukryć jej dyskomfort jakiego doświadcza. Dokonując codziennych obrządków możemy zauważyć, że jedna niechętnie zabiera się do jedzenia. Inna stała się bardziej nerwowa i drepcze po boksie co jakiś czas. Jeszcze inna, ta bardziej introwertyczna, stała się osowiała i stoi ze spuszczoną głową jak zamurowana. Z kolei ta ostatnia się złości. Wszystko ją swędzi, odgania nieistniejące muchy nogami, świszcze ogonem i tuli uszy. Każdy z tych scenariuszy jest możliwy, jak i każdy jego element może być dowolnie mieszany z innymi lub występować pojedynczo. Na tym etapie liczy się tylko jedno: by hodowca zarejestrował, że coś w codziennym schemacie życia klaczy odbiega od normy. Będzie to dla niego sygnał do wzmożenia obserwacji klaczy.
Przestań szukać, a samo się znajdzie!
Sam prawidłowy poród klaczy to nie więcej jak 15-20 minut. Bez problemu możemy go przegapić w naszych slotach obserwacyjnych. Tym bardziej, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że klacz uczy się naszych schematów szybciej niż my jej. Jeśli więc nastawimy budzik w nocy na pełne godziny to możemy być pewni, że ona bardzo szybko będzie przewidywać, kiedy znów ją odwiedzimy, by zaglądnąć pod ogon. Dlatego też mega pomocna jest tu kamera w boksie. W tych technologiach klacze nigdy nie były dobre, tak więc cieszą się spokojem, nie wiedząc, że są obserwowane. Jak często słyszeliście, że klacz oźrebiła się komuś właśnie w momencie między jego dyżurami w stajni? A no właśnie! Moim zdaniem, mimo udomowienia koni i tworzenia z nimi więzi, każda przyszła matka dąży jednak do tego co dyktuje jej natura. W środowisku pełnym drapieżników, klacz w momencie porodu jest osłabiona, a źrebie bezbronne. Zapachy i różne płyny towarzyszące wyźrebieniu ściagają dodatkową uwagę. Ani ona ani stado tego nie chce. Wbrew przypuszczeniom klacze nie rodzą też otoczone przez gwardię końskich strażników. Odchodzą na skraj stada, szukając ustronnych miejsc, by wykonać swoją misję błyskawicznie i niepostrzeżenie. Muszą być z powrotem gotowe do obrony jak najszybciej się da. Ten sam instynkt podpowiada im, że najlepsza porą na wyźrebienie jest ta, gdy nikt nie patrzy, a otoczenie jest wyciszone. Nie bądźmy więc zbyt nachalni. Im więcej poczucia swobody damy klaczy tym szybciej przestanie ukrywać przed nami swoje objawy.


„Świeczki” – krople zaschniętej na wymionach siary
W wielu opracowaniach, jako pierwszy z objawów zwiastujących zbliżający się poród, pojawia się powstanie świeczek na wymionach klaczy. Owszem – gdy się pojawią to jesteśmy bliżej niż dalej, ale wg mojego doświadczenia, w bardzo wielu wypadkach w ogóle ich nie będzie, albo też zaistnieją dosłownie na godzinę, dwie przed porodem. Zdecydowanie najczęściej brakuje ich pierwiastkom. A z kolei u wieloródek ich wystąpienie często mówi tyle, że mamy jeszcze przynajmniej jedną noc bezowocnego czekania. Jednak jest to bardzo indywidualna kwestia i wystąpienie świeczek danej wielkości, przy jednym porodzie, nie determinuje, że przy kolejnym będzie tak samo. Miałam klacz, która jako wieloródka była bardzo łatwa do odczytania, bo na 6h przed porodem dostawała książkowych świeczek, których nie można było przegapić. Z którymś razem nie miała ich do samego końca. Okazało się, że wyprodukowała tak genialną jakościowo siarę, że jej gęstość i lepkość wzrosła do poziomu, w którym nawet źrebię miało problem z jej zdojeniem. Postawiłabym więc bardziej na obserwację rozwoju budowania wymienia przez klacz. Te, które będzie gotowe do przyjęcia źrebaka na świat, będzie wypełnione nie tylko w swojej podstawie, ale także same strzyki (sutki) będą wyglądały, jakby miały eksplodować mlekiem. W większości przypadków przynajmniej… bo żeby nie było tak łatwo, to nadmienię, że spotkałam także klacze, których wymię wypełniało się po brzegi dopiero w trakcie trwania porodu...
Piramida pod brzuchem i kanion zamiast słabizny
Kolejnym, owianym sławą objawem zwiastującym poród, jest opadnięcie brzucha klaczy. Zmiany zachodzące w jego wnętrzu naturalnie wymuszają jego kształt, ale czy jest na to reguła do podania z miarki? Oczywiście, że nie! U klaczy wieloródek dużo łatwiej to zaobserwować. Z łukowato wygiętej, dolnej linii tworzy się bardziej kanciata. Najczęściej bliżej jego środka powstaje szpic tej „piramidy”. Ale nie łudźcie się, że znajdziecie to wyraźnie zarysowane u pierwiastek, a już na pewno nie u klaczy, których mięśnie grzbietu są mocne i solidne, bo np. pracowały sportowo przed ciążą. Tu jest wszystko zwarte i obłe jak gdyby nigdy nic. Z mojego doświadczenia wynika, że więcej u tych „wysportowanych” powie nam opad samej słabizny. Brzuch naturalnie ciąży klaczy w dół, tak więc każda słabizna będzie trochę bardziej wklęsła niż przed ciążą. Jednak bliżej porodu czasem widać tam prawdziwy kanion. U niektórych to aż śmiesznie wygląda, gdy można schować do niej całą pięść patrząc od tyłu.


Falujące doliny przy nasadzie ogona
Jednym z fizjologicznie następujących etapów przygotowywanie się klaczy do porodu, które dają wizualnie zauważalne efekty, jest rozluźnianie się więzadeł zadu. Obserwujemy to jako zwiększającą się elastyczność górnej jego partii, przy nasadzie ogona. U niektórych klaczy następuje do takiego stopnia, że z dwóch stron tworzą się spore doliny, a poruszone falują jak galaretka. Sam ogon również traci swoją sztywność. Można go bez żadnego oporu, unieść nawet wysoko. Tu nie dostrzegam dużych różnic między pierwiastkami, a wieloródkami, ale za to jest ogromny rozstrzał w czasie do porodu, w którym te objawy zaczynają się pojawiać, u każdej z klaczy. Nigdy nie wiadomo też do jakiego stopnia rozluźnienia klacz dotrze. Może Ci się tylko wydawać, że już bardziej się nie da…
Od „tyłka strony”
Próżno szukać objawów porodu od „tyłka strony” u pierwiastek. Chyba nigdy nie znalazłam u nich zmienionego kształtu sromu. Ale ten sam tyłek, po kilku porodach, ma już więcej do powiedzenia. U bardzo wielu moich klaczy obserwuję rozciągnięcie szpary sromowej w dół. Kilka z nich miewa nabrzmiałe wargi sromowe, po obu stronach. Pojawiają się dodatkowe fałdy, a całość zdaje się być wypchnięta do przodu. Czasem pojawia się na nich niewielka, zaschnięta wydzielina. Jest absolutnie normalna i również może wskazywać na zbliżający się poród.

To właściwie początek objawów, które tak naprawdę, dopiero naprowadziły nas na fakt, że klacz niebawem się oźrebi. Ich lawina nastąpi dopiero tuż przed rozpoczęciem akcji. Zachęcam Was więc do obejrzenia filmu, w którym opowiadam o każdym z nich i pokazuję na przykładzie różnych porodów, które miały miejsce w mojej hodowli:
